Lata dziewięćdziesiąte
Dawno nic nie pisałem, ale dziś do skreślenia kilku słów skłoniła mnie spontaniczna podróż w lata dziewięćdziesiąte, czyli szkolne lata. Pamiętam jak przez mgłę reklamy i krótkie bloki reklamowe, które dziś można na spokojnie obejrzeć na youtube i pośmiać się z ówczesnej mody i archaiczności filmików. Wtedy spędzałem dużo czasu na rowerze i z kolegami na łące. Bardzo szybko dołączyły do nas dziewczyny i spędzaliśmy tam długie godziny. Nasza paczka (choć nigdy tak nie myśleliśmy o sobie) zawiązała się gdzieś około szóstej klasy podstawówki, czyli dosyć szybko. Lubiliśmy mieszane towarzystwo podczas gdy reszta namiętnie się zwalczała i wokół panowała wojna płci. Prawie codziennie spotykaliśmy się pograć w piłkę (dziwna to gra na jedną bramkę z dziewczynami, ale frajda była) i posiedzieć na trawie.
W ósmej klasie dziewczyny zaczęły odstawać. Pamiętam, że bardziej interesowały się chłopakami w ospojlerowanych maluchach niż nami, więc paczka zaczęła się sypać. Ostatecznie, gdy poszliśmy do różnych szkół średnich, przestaliśmy się spotykać. Wtedy nastąpił renesans Ciemnej Strony Miasta i Liroya, szczególnie w piątki, gdy można było odreagować. To były czasy. Trudno jest mi powiedzieć jednoznacznie, czy chciałbym wrócić do tamtych czasów. Pamiętam doskonale ogromny stres związany ze szkołą i ogólną bezradność młodego, nic nie znaczącego człowieka. Nie było pieniędzy, pięknych samochodów, szybkich kobiet, a w knajpach nie sprzedawano nam piwa. Dopiero po osiągnięciu pełnoletności i wejściu w dwudziesty pierwszy wiek na chwilę zrobiło się przyjemnie. Pierwszy samochód, dobry seks, pierwsze legalnie zarobione pieniądze, kilkudniowe wypady z dziewczynami i rozwijający się internet. Dostęp do sieci przez modem, potem stałe łącze o prędkości128kb. I równia pochyła. Dorosłość, problemy, ponure życie. Podobno ta pochylnia prowadzi aż do trumny. Ale powspominać zawsze warto.